Zarządzanie zdrowiem

Zarządzanie zdrowiem

Jestem kobietą, ratowniczką medyczną, pielęgniarką. I często sobie myślę, że szewc bez butów chodzi. Badam się nieregularnie i kompulsywnie. Przecież L4 nie istnieje, do pracy nie wypada nie przyjść, a dyżur sam się nie obstawi…
Tyle słowem wstępu.
Pogotowie Ratunkowe. Noc. Dzisiaj jeździmy dużo. Mija już któraś godzina z kolei poza stacją. Jednak w pamięci zapada jeden wyjazd.
„Ból brzucha, CA w wywiadzie”. Drzwi otwiera nam 16 letnia dziewczyna, za nią przemyka 14 letni chłopiec. Wskazuje nam łóżko, na którym leży kobieta ok. 40 lat. Wysoka, szczupła, zadbana blondynka z efektownymi tatuażami na rękach.
Nowotwór szyjki macicy z przerzutami do jelita grubego. Nie reaguje już na leki przeciwbólowe, które ma zlecone. Na sporej półce stoi cała apteka farmaceutyków. Pani jest pod opieką hospicyjną. Na przedramieniu stary wenflon z brudną, pomarszczoną okleiną. Pielęgniarka miała przyjść i zmienić go już dwa dni temu. Jak widać nadal jej nie ma. Przysiadam na łóżku obok pacjentki żeby zebrać wywiad, a w tym momencie spod kołdry wygląda 8 letni chłopiec. W gardle ściska mnie już całkowicie. Pojawia się uczucie niepokoju. Mama umiera, dzieci są małe. To kwestia czasu… Kobieta jest na ostatniej prostej.
Uśmiecha się do nas i prosi o podanie leków przeciwbólowych. Te przepisane w tabletkach już nie działają. Plaster również. Wymieniamy jej wkłucie, bo na to które ma, nie mogę nawet patrzeć. Oczywiście podajemy odpowiednią leki. Po chwili zastanowienia pytam, czy córka była szczepiona na HPV. Jak myślicie, jak brzmi odpowiedź? Nie była. Z kolegą zachęcamy, żeby o tym pomyśleli. Wychodzimy. 30 sekund po zmianie statusu na „powrót do bazy” przychodzi wezwanie. Następny wyjazd.

Dyżur w OIT, przyjęcie pacjentki – sepsa, stan po usunięciu macicy.
Dziewczyna 24 lata, szczupła, wysportowana, wręcz obsesyjnie dbająca o swój wygląd. Po wizycie u ginekologa i cytologii pada piorunujące rozpoznanie – nowotwór. Operacja na cito: usunięcie szyjki macicy. Niestety w trakcie zabiegu pojawiły się komplikacje. Efekt? Sepsa. Dziewczyna trafiła do OIT. Walka była długa, zniechęcenie pacjentki do życia jeszcze większe. W trakcie leczenia chora była opryskliwa, roszczeniowa, irytowała wszystkich dookoła. A najbardziej w stosunku do swoich najbliższych. Naprawdę przykro było na to patrzeć. Dawała swojej mamie i siostrze ostro popalić. Mijał dzień za dniem, rodzina wychodziła płacząc wyrzucona kolejny raz z sali. Najlepiej z tą sytuacją radziło sobie kilka starszych pielęgniarek. Takich doświadczonych, pewnych siebie i z bardzo ciętą ripostą. Dużą dozą bezczelności przebijały się przez tą barierę, nie dając za wygraną. W końcu nastąpił przełom.
Wyszła z tego o włos, zmotywowana i chętna do działania.

Te historie mogły by się tu ciągnąć, jest ich mnóstwo. Można by powiedzieć: codzienność.
Jak podaje Newsweek: w Australii zostały wprowadzone obowiązkowe szczepienia dla dziewczynek, chłopców i młodzieży na wirusa HPV. Zachorowalność na nowotwory szyjki macicy została praktycznie całkowicie wyeliminowana. Z poziomu 22,1% spadła do 1,1%.

To są powody, przez które kupiłam segregator od @mamaginekolog i zaczęłam zarządzać swoim zdrowiem i badaniami. Dlatego też daję go w prezencie jednej i drugiej mamie. Przy moim pokręconym trybie życia ten segregator-przewodnik, jest doskonałym narzędziem żeby zmniejszyć ryzyko wystąpienia takiej historii u siebie albo u swoich bliskich. Dziewczyny a Wy? Badacie się? Zarządzacie swoim zdrowiem?

Jeśli Ci się podobało, udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *