Deal with it

Deal with it

Nieustannie bawi mnie zdziwienie, a często wręcz oburzenie na twarzach lekarzy, że pielęgniarka ma swoje zdanie bądź uwagi do leczenia pacjenta. W czasie studiów ratowniczych teoretycznie byliśmy przygotowani do samodzielnej pracy. W praktyce oczywiście było różnie, ale to odrębny temat. Natomiast na pielęgniarstwie usłyszałyśmy pewnego dnia takie zdanie z ust pielęgniarki(!) prowadzącej któreś z zajęć praktycznych: „Pani próbuje myśleć! Proszę przestać i wykonać procedurę”. Szczerze mówiąc, po podejściu do nas studentów na ratownictwie, a później na pielęgniarstwie już sama nie wiedziałam jak będzie wyglądała ta praca. A już w ogóle jak odnajdzie się w tym moja buntownicza osobowość.

Miałam szczęście. Trafiłam w miejsce, gdzie wpasowałam się idealnie. Pielęgniarki były mądre, wykształcone i ambitne. Przyzwyczaiłam się w pierwszej pracy, że jesteśmy zespołem, pracujemy jak zespół i jesteśmy odpowiedzialni jako zespół (oczywiście zdarzały się problemy. Wiadomo, ludzie są różni. Ale to wyjątki). Przyzwyczaiłam się, że odpowiadam za pacjenta w 100%, znam dokładnie jego dokumentację i mam do niej stały dostęp. Sprawdzam na bieżąco wyniki badań i plan leczenia (przez cały dyżur mam pod opieką 1 lub 2 pacjentów) bo wiem, że ta wiedza jest ode mnie oczekiwana. Uczestniczę w wizycie lekarskiej, w czasie której profesor zawsze ma pytania do pielęgniarki prowadzącej danego dnia pacjenta. Wypowiadam się na temat aktualnego stanu pacjenta z perspektywy naszej pracy. Zawsze zaczynam dyżur od sprawdzenia zleceń lekarskich, zgłaszam do nich uwagi i proszę o nanoszenie poprawek, proponuję swoje rozwiązania. W procesie leczenia jest obszar w którym podejmuję decyzje sama, a później informuję o nich lekarza. Tego stylu pracy nauczyły mnie pielęgniarki, ale i lekarze. Lekarze, którzy oczekiwali ode mnie natychmiastowych, merytorycznych informacji. Lekarze, którzy w danej sytuacji z nami dyskutowali bo wiedzieli, że może powstać lepsze dla pacjenta rozwiązanie. Robili to zarówno Ci doświadczeni jak i bardzo młodzi. Wzór i styl pracy przejęli od profesora prowadzącego oddział.

Tak sobie teraz myślę… Co było dla mnie najważniejsze w tej pracy i co powodowało, że to działa? Zaufanie. Najważniejsze było, aby nie zawieść zaufania koleżanek i lekarzy. Wydaje mi się, że do póki mieliśmy zaufanie, że każdy wie co robi, stara się tak samo i ma ten sam cel, którym jest dobro pacjenta – to możemy sobie pozwolić na bycie zespołem. Najlepszym. Z tym stylem i przyzwyczajeniem wyszłam z tamtej pracy i poszłam do innej. Zaufanie trzeba zbudować.Wiedzę, doświadczenie i umiejętności udowodnić – na to wszystko potrzeba czasu. Jednak obserwując otoczenie widzę, że lekarze nie są przyzwyczajeni do brania pod uwagę zdania pielęgniarki, a pielęgniarki często wcale nie chcą go mieć.

Ale ja mojego stylu nie mam zamiaru zmieniać. Deal with it.

Jeśli Ci się podobało, udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *