Może to tylko moja wyobraźnia?

Może to tylko moja wyobraźnia?

Piękny słoneczny dzień. Jestem na dyżurze w pogotowiu ratunkowym. W pośpiechu przegryzam jabłko na stacji, gdyż od rana jeździmy. I nie wierzę, że teraz jak wróciliśmy to zdążę zjeść.  Nagle dostajemy kolejne wezwanie. Wydobywa się ostry, drążący dziurę w mózgu dźwięk nowego zlecenia pojawiającego się na tablecie. Klikam „przyjmij”. Czytam wezwanie: „Osłabienie, zawroty głowy, blada”. kod pilności 2. Wciskam status „wyjazd do zdarzenia”. Po około 10 minutach zmieniam status na „na miejscu zdarzenia”. Zabieramy sprzęt i kierujemy się na klatkę schodową bloku.

Drzwi otwiera nam młody mężczyzna. W domu ciemno od dymu papierosowego. Pomiędzy pokojami biega dwuletnie dziecko. Potykam się o buty rozrzucone na wejściu. Uf, nie upadłam. Idziemy dalej. Mężczyzna wskazuje nam mały pokoik, w którym na łóżku leży drobna, szczupła kobieta.

„Dzień dobry, co się dzieje?” pytam, i kucając obok kobiety odruchowo chwytam za jej dłoń.

Jest chłodna, lekko wilgotna. Kładę palce na tętnicy i słucham tego co mówi. Prosimy o odsunięcie zasłon i uchylenie okna. Kiedy do pomieszczenia wpada więcej światła widzę, że kobieta jest blada. Mam problem z wyczuciem tętna. Najpierw jedna ręka, później druga. Nic. Sprawdzam na szyi – jest dobrze wyczuwalne 100 ud/min. Rozmawiam z nią dalej. W tym czasie drugi ratownik mierzy ciśnienie: 80/50 mmHg. Odpowiedzi udziela leniwie, powoli. W wywiadzie na nic się nie leczy, nie wie dlaczego tak może się czuć. Twierdzi, że ma teraz okres, ciążę neguje. Osłuchowo wszystko jest w porządku. Brzuch jest miękki, bolesny w trakcie ucisku, jednak pacjentka twierdzi, że tak jak zawsze w czasie okresu. Kobieta sprawia wrażenie wystraszonej. Podejmuję decyzję o transporcie do szpitala. Jak tylko wkłucie, płyn i lek przeciwbólowy. Ruszamy. W trakcie jazdy stan mojej pacjentki nie zmienia się znacząco, chociaż wydaje się coraz słabsza. Przyjeżdżamy do szpitala. Tam, w trakcie przekładania na szpitalne łóżko okazało się, że nasze nosze są czerwone od krwi. Nie było tego widać pod kocem, nic nie mówiła, w domu podpaska jeszcze nie przeciekła…

Później dowiadujemy się, że w trakcie pobytu w izbie przyjęć dziewczyna straciła przytomność. W efekcie trafiła na ostro, na blok operacyjny…

 

Ciąża, której miało nie być.

 

To się dzieje. Te historie różnie się zaczynają, różnie kończą, mają inne imiona Kaśka, Asia, Dorota, Basia…

Kobiety przerywały ciążę, przerywają ją i będą ją przerywać. I żadne prawo, ani kościół tego nie zmieni. Zmienią się tylko warunki i ilość aborcji. W podziemiu, za granicą czy tej według przepisu z internetu: w domu, z płodem chowanym za łózko, wynoszonym w worku na śmieci czy spuszczanym w toalecie.

Otrząśnijcie się. To się dzieje i będzie tego więcej!

*Całość opisu jest fikcją literacką bazującą na własnych doświadczeniach oraz zasłyszanych historiach. Opis postępowania medycznego jest ogólnikowy i nie może być naśladowany i traktowany jako standard.

 

Jeśli Ci się podobało, udostępnij:

One thought on “Może to tylko moja wyobraźnia?

  1. Ciekawy tekst. Nie wiem czy dobrze sens wychwyciłem ale chodzi o to, żeby aborcję zalegalizować dlatego, że i tak jest gdzieś wykonywana. Na taką argumentację odpowiadam, iż zabójstwa, gwałty, kradzieże też są zakazane ale i tak ludzie ich się dopuszczają. To może stosując tą samą logikę i to zalegalizować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *