5×5=25 lat doświadczenia?

5×5=25 lat doświadczenia?

Oddział intensywnej terapii dorosłych. Noc, godzina 3.30. Ciemno, cicho (jak tylko cicho może być na OIT), słychać jedynie rytmiczne pikanie aparatury medycznej i jeszcze coś. To coś, to dźwięk ogromnego wysiłku, jaki podejmuje pacjent żeby zaczerpnąć oddech. Stoi obok niego pielęgniarka, trzyma za rękę i mówi: „Stasiu oddychaj, weź jeszcze jeden oddech. Powoli, dasz radę” Stasiu kiwa głową, ale nie jest w stanie nic powiedzieć. Nabiera oddech tak intensywnie, że cała jego klatka piersiowa razem z ramionami unosi się do góry. Każdy oddech jest jak by miał być ostatnim.” Dla osoby stojącej z boku ta scena wygląd w ten sposób: „Czemu ona tak stoi!!?? Czemu nic nie robi!! Jeszcze nikt nikogo dobrym słowem nie uleczył z duszności!”

Zostało zrobione już wszystko co się dało, lekarz poszedł do dyżurki, a ona stoi. Stoi bo wie, że uczucie duszenia się jest koszmarnym doświadczeniem.

Słuchamy tej opowieści i chce nam się płakać. Dlaczego? Każda z nas stała w tym miejscu co ona wielokrotnie. Słuchając kiwamy głowami i milczymy. Na sam koniec podsumowała cicho: „zryło mi to banię”.

Ten wpis to 10 punktów o tym, co „zryło nam banię” w czasie tych 5 lat. Co jest dla nas trudne, a co dalej pcha nas do przodu i motywuje.

Studiowałyśmy razem pielęgniarstwo. Jest nas 5. Od ukończenia studiów minęło 5 lat. 5×5=25… Czy to znaczy, że w sumie mamy 25 lat doświadczenia? Pewnie nie, ale tak się trochę czujemy. Teraz po tych 5 latach spotykamy się przy winie, papierosie i perspektywie całej nocy przed nami. Rozmawiamy o pracy. Ja w tym czasie byłam w OIT, a teraz w pogotowiu ratunkowym. Justyna pracowała w centrum urazowym (też w OIT), Krystyna w tym samym miejscu co Justyna, ale dodatkowo w domu opieki. Marta na bloku operacyjnym, a teraz w OIT. Druga Justyna od początku w pogotowiu ratunkowym, a później dodatkowo na oddziale kardiologicznym. Wszystkie rozpoczęłyśmy specjalizację z pielęgniarstwa anestezjologicznego i intensywnej opieki. Zadziwiające (a może właśnie nie?) jest to, że wszystkie mamy bardzo podobne przemyślenia…

  1. Wykorzystywanie okazji. Dla nas zawsze było najważniejsze żeby korzystać z okazji, w których można się uczyć. Podejmować wyzwania, biorąc na siebie odpowiedzialność za opiekę nad tak zwanymi „trudnymi” pacjentami, przy których nabiera się najwięcej doświadczenia. Dużo pytać i korzystać z doświadczenia innych osób żeby samemu nie musieć wymyślać koła na nowo.
  2. Wypalenie zawodowe. Jeszcze się nie wypaliłyśmy. Przede wszystkim dlatego, że bardzo, ale to bardzo zależy nam na własnym rozwoju. Chcemy być najlepsze w tym co robimy, bo tylko to może dać nam satysfakcję w tej pracy. Chcemy pracować według najnowszych standardów, nowocześnie – żeby nie móc sobie zarzucić braku kompetencji. Nie odpuszczamy – to byłby pierwszy krok do wypalenia się.
  3. Zaufanie. W tym zawodzie to trochę jest jak na wojnie. Musisz wiedzieć, że możesz ufać tej osobie co stoi za Twoimi plecami. Na wojnie raczej po to, żeby ktoś Cię nie zabił. W pracy pielęgniarki natomiast, żeby wiedzieć, że nie jesteś na tym polu bitwy sama. Że inne koleżanki mogą Cię w nagłej sytuacji zastąpić w każdym momencie Twojej pracy. I tak samo Ty możesz zastąpić którąś z nich. Każda z nas tego doświadczyła, i jest to świetne uczucie pracować z zespołem, któremu można zaufać.
  4. Współpraca. Ten zawód nie istnieje bez współpracy interdyscyplinarnej. Wydaje się z perspektywy czasu, że jest to jeden z bardziej kulejących obszarów w tym zawodzie. Częsty brak współpracy na polu pielęgniarka/pielęgniarka czy pielęgniarka/lekarz. Wydaje nam się, że największym stresem w pracy pielęgniarki nie jest pacjent tylko lekarz. Dlaczego? Bo często występują ogromne problemy komunikacyjne, brak zrozumienia z obu stron, wylewanie na siebie nawzajem niepotrzebnego stresu.
  5. Bezradność. Kiedy zostało zrobione już wszystko co się dało, a teraz pozostaje codzienna opieka i czekanie. Kiedy już nie mówisz do Pacjenta w myślach „dasz radę”, a „lepie Ci będzie, jak już nie będziesz walczyć” i współczujesz zmieniając opatrunek na odleżynie, układając w innej pozycji, odsysając wydzielinę, myjąc to ciało które wygląda, jak by właśnie przeszło piekło. Jedyne co wtedy czujesz to bezradność.
  6. Mobbing. Jest wszędzie. Jak bluszcz rozprzestrzenia się niezmordowanie przy minimum potrzebnych warunków do przeżycia. Doświadczyła każda. Mniej lub bardziej, ale każda. Nie zgadzamy się na to i wszystkie mówimy o tym głośno. Często za to obrywamy rykoszetem. Po prostu nie daj sobą pomiatać.
  7. Etat VS kontrakt. Pracujemy i tak, i tak. Przykre, że na etacie dalej są upokarzająco niskie zarobki (szpital uniwersytecki, OIT: 2000 zł netto), a na kontrakcie nigdy nie wiesz co cię czeka, a pracodawca myśli, że może Cię szantażować ilością godzin jakie dostaniesz. Dlatego zmieniamy prace, szukamy. Zawsze staramy się sprawić, że nowe miejsce będzie lepsze. Przestajemy godzić się na każdą stawkę, bo znamy swoją wartość i wartość naszej pracy, doświadczenia i umiejętności.
  8. Wiedza i doświadczenie. Robimy kursy, specjalizacje, dostajemy kolejne uprawnienia. Dlatego nie pozwalamy sobie wmówić, że jesteśmy gorsze od innych. Z dumą, pasją i zaangażowaniem wykonujemy swój zawód. Po szkole miałyśmy świadomość, że nie musimy wszystkiego od razu umieć i nikt nie ma prawa od nas tego wymagać, ale uczyłyśmy się chętnie. Jak sępy osaczając koleżanki, które wiedzą nas przewyższają.
  9. Komunikacja. Dalej sądzimy, że bardzo trudnym elementem tej pracy jest komunikacja z rodzinami pacjentów. Uważamy, że jako pielęgniarki nie jesteśmy do tego przygotowywane. Nie mamy z kim skonsultować i ewaluować odbytych rozmów. Często myśli o tym, co się powiedziało długo rozbijają się w głowie.
  10. Zmiana. Gotowość do zmiany jest chyba najważniejszą umiejętnością jaką należy w sobie wypracować. Gotowość na zmianę pracy, kiedy w obecnej za mało zarabiamy lub jesteśmy źle traktowane. Gotowość na zmianę przyzwyczajeń – gdyż medycyna jako nauka jest procesem, i tłumaczenie, że „przecież tak było od zawsze” nie powinno mieć w naszym zawodzie miejsca.

 

*Opisy sytuacji medycznych są zlepkiem różnych historii i wytworem mojej wyobraźni. Nie należy ich przypisywać do konkretnych osób, miejsc i zdarzeń.

Jeśli Ci się podobało, udostępnij:

One thought on “5×5=25 lat doświadczenia?

  1. Jakbym czytała o sobie… Niejednokrotnie pielęgnowałam pcjenta ze łzami w oczach, modląc się w myślach, żeby już umarł… Brzmi to brutalnie, ale jak się widzi to cierpienie, beznadziejną bezradność, śmierć to najlepsze wyjście….

    A takich pielęgniarek jak Wy potrzebujemy! Na szczęscie co raz częściej się spotykam z ambitnymi i pewnymi siebie wykształconymi pielęgniarkami z pasją 🙂 To cieszy! Widzę jak pielęgniarstwo się zmienia. Powoli, chyba zbyt wolno i jeszcze daleka droga przed nami, ale zmienia się na lepsze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *