Zaadoptuj pielęgniarkę

Zaadoptuj pielęgniarkę

Pani Alicja Krzysicka-Kowalska tworzyła Oddział Kliniczny Kardioanestezji i Intensywnej Terapii Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu (tak, to ten szpital, o którym opowiada film „Bogowie”) a dziś jest jego oddziałową. Spotkałam się z nią w małej zabrzańskiej kawiarni, by porozmawiać o pracy młodych pielęgniarek na jej oddziale. To pierwszy z cyklu moich rozmów o adaptacji zawodowej pielęgniarki.

 

Agata Bryk: Zacznijmy od początku. Rekrutacja. Czy dobiera Pani sobie pielęgniarki, czy po prostu zostaje Pani poinformowana, że przychodzi na oddział nowa osoba?

 

Alicja Krzysicka-Kowalska: Bardzo ważne dla mnie jest osobiste spotkanie z kandydatką do pracy, ponieważ zwykle CV to jedno, a rzeczywistość to drugie. Dlatego na takim spotkaniu zadaję pytania: dlaczego OIT? Jak sobie wyobraża swoją pracę teraz i w przyszłości? Czemu akurat nasz szpital? W czasie rozmowy zaczyna mi się kształtować osobowość kandydatki. Obserwuję, czy jest osobą energiczną oraz poszukuję w jej spojrzeniu charakterystycznego błysku, zaciekawienia. Gdy wydaje się niepewna i wystraszona, ale zauważę u niej zainteresowanie, staram się wyjaśnić na czym to będzie polegało. Mówię, żeby się nie zniechęcała tym, co może zobaczyć w tej pracy oraz żeby dała sobie czas. Tłumaczę, że tydzień czy miesiąc to za mało, żeby mogła stwierdzić, czy się do tego nadaje. Dlatego zwłaszcza jeśli ktoś nie ma silnej osobowości, może szybko mieć poczucie rezygnacji, ale uważam, że trzeba dać sobie czas. Dopiero kiedy minie początkowy szok i stres, będzie można logicznie myśleć, i podjąć decyzję, czy jest to zajęcie dla nas.

 

A.B.: Załóżmy, że rekrutacja przebiegła pomyślnie. Na oddział przychodzi nowy pracownik. Od czego zaczyna? Czy ustala z nim Pani zasady adaptacji?

 

A.K.-K.: Wszystko zaczyna się od biurokracji. W szpitalu są ustalone zasady adaptacji, dlatego każda nowo zatrudniona osoba otrzymuje swoją kartę adaptacji. Znajdują się na niej wszystkie etapy, które musi przejść w ciągu dwóch miesięcy. Jest to m.in. spotkanie z Panią Naczelną, od której nowa pielęgniarka dowie się jaka jest jej pensja i zasady wynagrodzenia. Dalej odbywa się spotkanie z pielęgniarką oddziałową, w tym przypadku ze mną. Do mnie należy zapoznanie z topografią oddziału, organizacją pracy, zasadami współpracy, zasadami ustalania grafiku, premiowania, instruktaż stanowiskowy itp. Kiedy wszystkie początkowe formalności zostaną spełnione, przydzielam nowej osobie pielęgniarkę wprowadzającą. Zakładamy, że na okres około 3 miesięcy, choć ostateczny czas tej opieki zwykle zależy od już posiadanego doświadczenia, osobistych predyspozycji i chęci danej osoby. Nowa pielęgniarka dyżuruje zawsze wtedy, co jej wprowadzająca i od samego początku na dyżurach dwunastogodzinnych.

 

A.B.: Czym się Pani kieruje wybierając pielęgniarkę wprowadzającą?

 

A.K.-K.: (uśmiech) Dlatego tak ważne jest dla mnie to pierwsze spotkanie z przyszłą pielęgniarką! Intuicyjnie dobieram jej opiekunkę. Wiem, jaki styl przekazywania wiedzy mają potencjalne pielęgniarki wprowadzające. Choć różnią się między sobą, to wszystkie na pewno łączy olbrzymie doświadczenie i cierpliwość. Ufam im w 100 procentach i jestem pewna, że będą uczyć nową pielęgniarkę na najwyższym poziomie zarówno teoretycznym jak i praktycznym.

 

A.B.:  Czy w czasie okresu adaptacyjnego nowy pracownik może liczyć na informacje zwrotne dotyczące pracy?

A.K.-K.: Pielęgniarka prowadząca adaptację powinna na bieżąco udzielać informacji zwrotnej. Ja sama nie odcinam się od tego procesu. Na bieżąco obserwuję pracę nowej pielęgniarki, sprawdzam jej dokumentację, czytam raporty, rozmawiam z pielęgniarką, która ją wprowadza i pielęgniarkami pracującymi na oddziale. Wszystko to, by wyrobić sobie jak najbardziej obiektywną ocenę na temat nowego pracownika i wystawić opinię.

 

A.B.: Dokumentacja jest nieodłącznym elementem pracy pielęgniarki. Na studiach nie jesteśmy przygotowywani do jej prowadzenia, nie uczymy się pisać raportów pielęgniarskich. Czy w czasie adaptacji jest kładziony na to nacisk?

A.K.-K.: W naszym oddziale szczególnie dbamy o jakość dokumentacji pielęgniarskiej i tego  uczymy nowe pielęgniarki. Jeśli chodzi o raporty, to do niedawna obowiązywała książka raportów pielęgniarskich. Obecnie jest to ujednolicony schemat raportu elektronicznego. W początkowym okresie pracy nowa pielęgniarka zaczyna od słuchania i czytania raportów starszych koleżanek. Dopiero po jakimś czasie zaczyna je pisać samodzielnie. Do końca okresu adaptacji są one sprawdzane przez jej opiekuna, a przeze mnie wyrywkowo. W raporcie pielęgniarka może odnotować wszystko co uzna za ważne, ponadto to co powinno się w nim znaleźć.

 

A.B.: Ile czasu może trwać adaptacja?

A.K.-K.: Zakłada się, że 60 dni, ale ostateczna długość tego okresu wynika z oceny oddziałowej na podstawie opinii pielęgniarki wprowadzającej i członków zespołu pielęgniarskiego. Mamy świadomość tego, że jedna pielęgniarka szybko zostanie samodzielna, a inna potrzebuje tego czasu zdecydowanie więcej. Czasem ktoś potrzebuje więcej czasu w kwestiach organizacyjnych. Innym razem może to tyczyć się lęku i obawy przed samodzielnością. Dlatego każdą osobę traktuję indywidualnie i dostosowuję ten czas do jej potrzeb. Zwykle po dwóch miesiącach piszę takiej osobie opinię, że przeszła pozytywnie wstępny okres adaptacji, ale nadal wymaga kontroli pielęgniarek starszych. Dlatego nawet jeśli młoda pielęgniarka zaczyna samodzielną pracę, to koleżanki „zerkają na nią”, a ona ma obowiązek pytać i rozwiewać swoje wszystkie wątpliwości.

 

A.B.: Czy pielęgniarka wprowadzająca ma plan szkolenia nowego pracownika?

A.K.-K.: Osoba, która jest wprowadzającą to zawsze bardzo doświadczona pielęgniarka, która świetnie zna specyfikę naszego oddziału, potrafi przekazać wiedzę i być autorytetem. Tak jak wspomniałam wcześniej, u nas nowe pielęgniarki od razu pracują na dyżurach dwunastogodzinnych, na których przez minimum 2 miesiące pracują ze swoją pielęgniarką wprowadzającą. Proces adaptacji przebiega więc zgodnie z rytmem pracy oddziału. Nowa osoba musi wiedzieć, że to ona jako pielęgniarka anestezjologiczna jest pierwsza przy pacjencie, ona musi zwracać uwagę lekarzowi na wszelkie nieprawidłowości. Dlatego od początku szkolenia bardzo duży nacisk kładziemy na całościową opiekę: od wykonywania toalety u pacjenta w stanie krytycznym przez obsługę sprzętu specjalistycznego po interpretację badań i uczestniczenie w planowaniu leczenia.

 

A.B.: Czy prawo reguluje, jaka osoba może pracować na oddziale intensywnej terapii?

A.K.-K.: Tak. Obecnie jest to jedyny rodzaj oddziału, który ma takie wymogi. Pielęgniarka powinna mieć ukończony Kurs Kwalifikacyjny z Pielęgniarstwa Anestezjologicznego i Intensywnej Opieki lub Specjalizację z Pielęgniarstwa Anestezjologicznego i Intensywnej Opieki.

 

A.B.: Wiem, że była Pani na stażu w USA na oddziale intensywnej terapii. Czy wyniosła Pani stamtąd doświadczenia, które przeniosła Pani na pracę oddziałowej w SCCŚ?

A.K.-K.: Miałam przyjemność być na takim stażu, zresztą zostałam na niego skierowana z naszego szpitala. Co tam zobaczyłam? Pracę pielęgniarki, która robi tyle co jej koleżanka w Polsce.
Ale jej uprawnienia i obowiązki są mocno osadzone w prawie, regulaminach i przepisach. U nas niekoniecznie.

Pielęgniarka w USA ma dokładnie określone, które czynności wolno jej wykonywać, a których nie. W Polsce mamy z tym jeszcze problem. Obserwowałam pielęgniarki w USA i mam takie poczucie, że my zdobywamy kolejne certyfikaty i całe katalogi uprawnień, które wcale nie przekładają się na naszą faktyczną pracę. Mamy zbyt rozbudowane kursy, które ostatecznie nic nie wnoszą. Tam zaobserwowałam, że to co jest zawarte w uprawnieniach pielęgniarki, jest stosowane. Na przykład po zdaniu raportu pielęgniarskiego w dyżurce, dziewczyny przechodzą na salę i dokładnie odbierają pacjenta. Następnie wykonują dokładne badanie fizykalne do czego my obecnie też mamy uprawnienia, ale nigdzie nie jest uregulowane, kiedy i po co miałybyśmy to robić. Dokumentacja jest jeszcze bardziej rozbudowana niż u nas. Szczególny nacisk kładziony jest na proces pielęgnowania. Nie do pomyślenia jest, żeby każda czynność pielęgniarska nie była odnotowana, do czego w Polsce jeszcze nie przywykłyśmy. Uważam, że dopiero wtedy można byłoby dostrzec, ile czynności przy pacjencie wykonuje pielęgniarka w trakcie dyżuru. Lekarza normalnie na oddziale nie ma. Pielęgniarka odbiera zlecenia lekarskie faxem, a następnie przesyła je do apteki. Większość leków przygotowuje bowiem właśnie szpitalna apteka.

 

A.B.: Jaką część tych doświadczeń udało się przełożyć na pracę Pani oddziału?

A.K.-K.: Bardzo dużo tych doświadczeń udało się wdrożyć na naszym oddziale. Nie było oczywiście łatwo i bezproblemowo. Dyskusje, kłótnie oraz wątpliwości były i są na porządku dziennym. Żeby była jasność – nie wykraczamy poza nasze kompetencje. Nasz ordynator również pracował w innych częściach Europy i doskonale zna taki model pracy w OIT, w którym to głównie pielęgniarka jest przy pacjencie.  Wydaje mi się, że nam udało się wprowadzić zasadę, że to pielęgniarka pierwsza widzi i reaguje.

 

 

A.B.: Wróćmy do adaptacji. Czy po tym okresie, jest się już całkowicie samodzielnym?

A.K.-K.: Początkowo staramy się, żeby pielęgniarka pracowała z jednym pacjentem, tak by mogła doskonalić swoją organizację pracy. W tym momencie bardzo ważne jest to żeby również sama obserwowała, nad czym musi jeszcze popracować. Następnie przychodzi etap opieki nad dwoma pacjentami w trakcie dyżuru, aż w końcu samodzielnego przyjmowania nowego pacjenta. Następuje czas, kiedy trzeba nauczyć się samodzielnie reagować na to co się dzieje, zmierzyć się z dynamiką tej pracy. Kiedy pierwszy raz pielęgniarka przyjmuje sama pacjenta, musi stać się liderem. Reszta zespołu oczywiście może jej pomóc, ale tylko na tyle, na ile to możliwe i konieczne. Pielęgniarka musi tak zorganizować sobie pracę, żeby wyznaczać priorytety. Dziewczyny na oddziale nawet jeśli widzą, że nowa koleżanka ma z czymś problem, to zawsze najpierw dają jej szansę na samodzielne znalezienie rozwiązania, a dopiero potem ewentualnie wkraczają do akcji.

 

A.B.: Czy w czasie adaptacji pielęgniarka jest odpytywana, czy ma jakieś testy z wiedzy?

A.K.-K.: Tak, w zasadzie cały czas. Nie uważam, żeby to było negatywne podejście. Traktuję to jako bieżące sprawdzanie wiedzy przekazywanej przez starszą pielęgniarkę. Oczywiście nie pytamy od początku. Dajemy czas na oswojenie się. Początkowy szok związany z nowym środowiskiem blokuje młode osoby. Najpierw dajemy coś od siebie – przekazujemy wiedzę i umiejętności. Dopiero potem mamy prawo oczekiwać odpowiedzi na nasze pytania. Interesuje nas przede wszystkim jak pielęgniarka przyswaja wiedzę praktyczną. Pytamy na przykład o działanie adrenaliny, rozpuszczanie jej do reanimacji, testowanie defibrylatora, przygotowanie laryngoskopu, składanie ambu, rozmieszczenie sprzętu ratunkowego itp.

 

A.B.: Jakie ma Pani rady dla młodej pielęgniarki przychodzącej prosto po studiach do pracy?

A.K.-K.: Trudno powiedzieć, bo każdy jest inny. Uważam, że nowa pielęgniarka przychodząc na dyżur powinna być wypoczęta, nastawiona na pracę i zdobywanie wiedzy. Radziłabym, żeby wzmacniała takie cechy jak umiejętność słuchania, obserwacji, ćwiczyła podzielność uwagi, obserwowała to co dzieje się dookoła niej. Pomimo otaczającego chaosu umiała się skupić. Trzeba poświęcić dużo czasu, żeby ogarnąć to wszystko – nie tylko sprawy dotyczące pacjenta, ale też organizacji pracy i oddziału czy dokumentacji. Dzięki temu, po jakimś czasie można poczuć już pewien rodzaj komfortu, że jak zostanę sama z koleżankami, to na pewno sobie poradzimy.

Uważam, że każda pielęgniarka powinna po szkole przez minimum rok popracować w OIT. Po tym oddziale poradzi sobie już wszędzie, będzie samodzielna i kompetentna.

 

A.B.: Czy młode pielęgniarki radzą sobie z trudnymi sytuacjami na oddziale, takimi jak na przykład śmierć pacjenta?

A.K.-K.: Jest to chyba jeden z najtrudniejszych momentów w tej pracy. Właściwie nikt nam tego wcześniej nie opowie. Na tym oddziale możemy mieć 4 dyżury i 4 zgony pod rząd.  Natomiast rolą nas wszystkich na tym oddziale jest umieć rozmawiać o pojawiających się problemach. Podejmując pracę na OIT musimy się liczyć z tym, że ze śmiercią będziemy obcować na co dzień. Chorzy przyjmowani do tego oddziału są w stanie zagrożenia życia i niestety wiąże się to z dużą śmiertelnością. Czy umiemy się na to przygotować? Myślę, że nie.

Jest jeszcze obszar, nad którym chcę szczególnie pracować. To kontakt pielęgniarki z rodziną. Większe angażowanie rodziny w opiekę i pielęgnację pacjenta. Nastawieni jesteśmy na odział otwarty dla rodziny. U nas ma ona możliwość wejść w każdej chwili. Oczywiście ze względu na wiele niespodziewanych sytuacji wiąże się to często z oczekiwaniem. Natomiast chcemy, żeby ta rodzina była przy pacjencie, a pielęgniarka podpowiadała, jak się zachowywać. Zachęcamy rodziny do przynoszenia muzyki, filmów czy ulubionych rzeczy pacjenta. Dla personelu ta ciągła obecność rodziny jest często niewygodna, gdyż łatwiej wykonywać wiele czynności za zamkniętymi drzwiami. Ale rodzina powinna uczestniczyć w całym tym procesie i mieć świadomość tego co się dzieje z ich bliskim. Nie powinniśmy się obawiać wykonywania czynności pielęgnacyjnych w obecności rodziny, ponieważ wykonujemy je profesjonalnie.

 

Rozmawiałam z Alicją Krzysicką-Kowalską, Oddziałową Oddziału Intensywnej Terapii Śląskiego Centrum Chorób Serca w Zabrzu. Jak dla mnie jest to modelowy przykład adaptacji zawodowej pielęgniarki, który sama miałam szansę przejść. Dziękuję.

Jeśli Ci się podobało, udostępnij:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *